Józef Majka - Jaka Polska cz 7 - Trzeba koniecznie ratować rodzinę
Od stu z górą lat w kręgu naszej cywilizacji powtarzają się ostrzeżenia, nawoływania, apele, ażeby ratować rodzinę; prowadzi się badania nad rodziną i opracowuje programy jej uzdrowienia. Swego rodzaju pionierem w tym zakresie był niewątpliwie Fryderyk Le Play (zm. 1882) i znalazł on licznych naśladowców. W sprawę ratowania rodziny włączył się zresztą szerokim frontem Kościół katolicki, poświęcając jej i w swoich przedsięwzięciach duszpasterskich. Jest rzeczą zastanawiającą, że skuteczność tych wszystkich poczynań socjologów, wychowawców, polityków społecznych i duszpasterzy jest raczej skromna i kryzys rodziny w naszej cywilizacji wydaje się pogłębiać. Nie chcemy przez to powiedzieć, że w pozostałych kręgach cywilizacyjnych rodzina ma się lepiej, ale trudności, jakie tam napotyka, mają na pewno inny charakter i dlatego ograniczymy te nasze rozważania do kręgu cywilizacyjnego zwanego niegdyś cywilizacją łacińską, a dziś atlantycką.
Na temat sytuacji i potrzeb rodziny w tym kręgu cywilizacji powiedziano w ciągu ostatniego wieku tak wiele, że samo uporządkowanie tych wypowiedzi byłoby bazo trudne, a dotykanie meritum zagadnień stawia nas wobec swego rodzaju ryzyka. Nie sposób nawet wymienić i uporządkować oficjalnych wypowiedzi Kościoła na temat rodziny. W ostatnich latach zrobiono bardzo wiele w dziedzinie dokumentacji tego zagadnienia, z dużym pożytkiem dla sprawy.
Nie możemy jednak w naszych rozważaniach pominąć tego nie tylko węzłowego, ale wręcz kluczowego zagadnienia; musimy zatem dążyć do jakiejś praktycznej syntezy. Powinna ona objąć, naszym zdaniem, trzy zagadnienia, czy też ich zwarte, uporządkowane zestawy: a) kompleks przyczyn, które spowodowały ów głęboki kryzys rodziny, b) uporządkowaną hierarchię wartości, jakie reprezentuje ta instytucja, c) szkic kompleksowego programu odbudowy pozycji rodziny w społeczeństwie i takiej przebudowy społecznej, aby te podstawowe wartości rodziny mogły być realizowane.
1. SPRZĘŻENIA ZWROTNE
Sprzężeniem zwrotnym nazywa się w cybernetyce taki układ przyczyn i skutków, w którym skutek podtrzymuje przyczynę, powodując zwykle dalsze narastanie skutków. Może też być sprzężenie ujemne, gdzie skutek blokuje działania przyczyny. W procesach bardziej złożonych obydwa te rodzaje sprzężeń mogą się posiłkować, to znaczy wzmaganie działania jednych czynników i blokada innych może ukierunkować i przyśpieszyć jedne procesy, a inne hamować. Otóż w okresie ostatniego półtorawiecza rodzina w naszej cywilizacji znajduje się w kręgu oddziaływania całego kompleksu takich czynników, które niejako samoczynnie i w sposób potęgujący się przyśpieszają jej rozkład bądź też blokują możliwości jej odbudowy.
Wszystkie czynniki powodujące rozkład rodziny można podzielić na dwie wielkie grupy: a) zespół ideologiczny, b) zespół społeczno- gospodarczy. Obydwa te zespoły pozostają w ścisłym sprzężeniu i nawet czysto teoretycznie ich oddzielenie nie jest łatwe. Jest jednak konieczne, gdyż bez tego nie byłaby możliwa ich dokładniejsza analiza.
Termin ideologia rozumiemy tu bardzo szeroko. Jest to zespół powtarzanych twierdzeń, upowszechniających się przekonań, spopularyzowanych postaw, uznawanych legitymizacji usprawiedliwiających ludzkie zachowania, wreszcie lansowanie określonego stylu życia i bycia w rodzinie, bądź tez jej odrzucenie jako szacownej instytucji społecznej. Nie chcemy powiedzieć, że jest to zespół logicznie, czy nawet funkcjonalnie spójny. Można by zapewne szukać jakichś jego wspólnych źródeł, ale poszczególne jego elementy składowe pochodzą z różnych, niekiedy nawet przeciwstawnych systemów myślowych; zresztą one same są często przeciwstawne i prowadzą czasem do sprzecznych wniosków. Ta właśnie niespójność ideologii rodzinnej, owo pogmatwanie przekonań w tym zakresie, jest jedną z istotnych cech kryzysu dzisiejszej rodziny; ono właśnie ów kryzys wzmaga i utrudnia jego przezwyciężenie.
Potrzebna jest więc jakaś próba wydobycia pierwszych, podstawowych, a zatem najważniejszych części składowych tego chaosu, ażeby je ocenić i zdecydować, co z nich należy odrzucić, a co ewentualnie uporządkować.
Filozoficznych źródeł współczesnego kryzysu rodziny należy szukać w tezach indywidualizmu o całkowitej samowystarczalności każdego człowieka i jego nieograniczonym prawie do decydowania o sobie i drugich. Oznacza to odrzucenie, a nawet brak rozumienia podstawowych wartości rodziny, a także jej znaczenia w życiu i współżyciu ludzi. Liberalizm, który jest konsekwencją indywidualizmu, oznacza w życiu rodzinnym nie tylko swobodę decyzji, prawo do poszukiwania indywidualnych korzyści, ale także zwolnienie od jakiejkolwiek odpowiedzialności za partnera, za potomstwo, za dobro społeczne, za własny wreszcie profil moralny.
Może wydać się komuś dziwne, że Pius IX dostrzega większe zagrożenie rodziny ze strony socjalizmu aniżeli liberalizmu. Idzie mu zapewne o to, że nie ma między tymi kierunkami różnicy w podstawowych założeniach i poglądach na istotne wartości rodziny, ale socjalizm niszczy ją dodatkowo strukturalnie, nie znajduje dla niej miejsca w strukturze społecznej. To właśnie Lenin będzie popularyzował tzw. teorię szklanki wody, która głosi, że sprawa małżeństwa i rodziny jest tak prywatna, jak wypicie szklanki wody.
Brak zrozumienia dla podstawowych wartości rodziny odbija się w przypadku obydwu wymienionych kierunków na ich stosunku do etyki życia rodzinnego. Jest to etyka hedonistyczna, opierająca się na założeniu, że nie warto zdobywać się na jakiekolwiek ofiary i wyrzeczenia dla rodziny. W ujęciu liberalizm sprawy rodziny podporządkowane są dążeniu do użycia, komfortu życiowego i korzyści ekonomicznych. Cnoty rodzinne (wierność, mnoży się liczba rozwodów, które coraz wyraźniej torują sobie drogę w usatawodastwie liberalnym. Rozwój konsumpcjonistycznego i hedonistycznego stylu życia prowadzi do swego rodzaju absolutyzacji wartości seksualnych w przekonaniach i postawach ludzi, do ich degradację. W ten sposób unicestwia się podstawową wartość rodziny i małżeństwa, a w konsekwencji ich degradację. W ten sposób unicestwia się podstawową wartość rodziny, jaką jest miłość, a więc niszczy się same jej podstawy.
Socjaliści nie doceniali także społecznych wartości rodziny i nie znajdowali dla niej miejsca w organizacji całego życia społecznego i gospodarczego, systemu wychowania i wykształcenia, w układzie ról społecznych itp. Cały ten układ stosunków społecznych był tak skonstruowany, jak gdyby rodzina nie istniała i nie mogła być żadną pomocą w kształtowaniu kultury, wychowania, gospodarki, konsumpcji, więzi społecznych, stosunków mięzyludzkich itd.
Jaszcze bardziej niż poglądy i teorie społeczno-moralne współczesnej rodzinie zagrażają realia życia społecznego, gospodarczego i kulturalnego w całym współczesnym świecie, niezależnie od ustrojów politycznych, choć różnice ustrojowe odgrywają tu również niemałą rolę. Rewolucja przemysłowa końca XVIII wieku przełamała dotychczasowe układy społeczno-gospodarcze i doprowadziła do znanych, nie rozwiązanych do dnia dzisiejszego napięć między potrzebami życia rodzinnego a organizacją zakładów pracy. Napięcia te wydają się ciągle narastać i to do tego stopnia, że praca w przemysłowych i nie tylko przemysłowych zakładach pracy uniemożliwia rodzicom właściwe wypełnienie ich ról w rodzinie, ze względu na bilans czasu, obciążenia psychologiczne, braki ekonomiczne, brak fachowego przygotowania, trudności mieszkaniowe, konieczność przenoszenia się do innych miejscowości, brak wykorzenienia w kulturę środowiska i z wielu innych jeszcze przyczyn.
Stwarza to konieczność podjęcia całego szeregu zadań rodzinnych przez instytucje zastępcze: żłobki, przedszkola, szkoły, organizacje społeczne. Instytucje te są w stanie wypełnić tych zadań w sposób zadowalający, gdyż są wadliwe w samych swoich założeniach i dlatego bywają z reguły uzupełniane lub wręcz zastępownie przez ulicę, grupy koleżeńskie lub przygodne przyjaźnie. Ten układ stosunków osłabia spoistość rodziny zarówno w jej wymiarze małżeńskim, jak i w układzie rodzicielskim; wpływa wtórnie na wzajemne postawy członków rodziny oraz ich styl życia, prowadząc w konsekwencji do rozpadu rodziny.
Nie tylko mechanizmy gospodarcze, ale także kulturowe i społeczne są ze sobą sprzężone w przeciwdziałaniu zdrowemu kształtowaniu się wspólnot rodzinnych, ich właściwemu funkcjonowaniu i realizacji celów, dla jakich wspólnota ta została z natury rzeczy powołana przez Boga; w związku z tym jej sytuacja społeczna staje się coraz trudniejsza. W warunkach tzw. realnego socjalizmu położenie rodziny nie tylko nie uległo poprawie, ale stało się jeszcze trudniejsze. W centralistycznym bowiem układzie gospodarczym zakłada się priorytet imperatywów ekonomicznych, w szczególności nakazów efektywności produkcji, i tym właśnie wymogom podporządkowane są wszystkie potrzeby społeczne i kulturalne.
Wprawdzie zarówno tzw. kraje kapitalistyczne, jak i kraje realnego socjalizmu realizują dziś w pewnym zakresie program tzw. państwa opiekuńczego, ale właśnie ten program bynajmniej nie uwzględnia (wbrew pozorom) istotnych potrzeb rodziny, a w niektórych wypadkach nawet im przeciwdziała. Nie zmierza bowiem do uzdrowienia i umocnienia rodziny, do przywrócenia jej istotnych społecznych zadań, lecz usiłuje jedynie łagodzić niektóre skutki rozkładu jedynie sprawy alimentacji, nie stara się o przywrócenie dziecka rodzinie, lecz organizuje, i to w znacznie poszerzonym zakresie, wychowanie pozarodzinne itp.
Dodajmy, że cały rozwój ustawodastwa rodzinnego (majątkowego, rozwodowego, opiekuńczego, przerywania ciąży itp.) zmierza do tego, by prawie usankcjonować rozkład rodziny i zanik odpowiedzialności za wspólnotę rodzinną. Chyba można nawet powiedzieć, że rozwój ten osiągnął swego rodzaju kres liberalizacji i kapitulanctwa przed ludzkimi słabościami, a więc już nie można tu nic więcej zrobić, chyba tylko oficjalnie rozdzielić prokreację od miłości małżeńskiej i otworzyć drogą do niczym nie ograniczonych manipulacji genetycznych.
Można więc, podsumowując ten krótki przegląd sytuacji, stwierdzić, że w ciągu ostatnich dwóch stuleci ideologia i etyka, nauka i technika, polityka i gospodarka, kultura i styl życia, pedagogika i szkolnictwo, organizacja pracy i opieka społeczna, polityka mieszkaniowa, a nawet nacisk na wspólnoty religijne, stanowiły sprzężony wspierający się wzajemnie system, automatycznie współdziałający układ, który przeciwdziałał rozwojowi wspólnot rodzinnych i prowadził do ich postępującej degradacji. W szczególności zaś doprowadzono do całkowitego niemal zaniku środowiska rodzinnego, własności, a w konsekwencji kultury rodzinnej.
Upowszechnianie się proletaryzmu, zwłaszcza w państwach socjalistycznych, oraz migracje zarobkowe i bezrobocie w cały niemal współczesnym świecie, powodują zerwanie związków między rodziną a środowiskiem geograficzno-społecznym i pozbawiają rodziny tak ważnej dla ich rozwoju osiadłości i trwałego dorobku kultury rodzinnej. Zanikła kategoria „domu rodzinnego”, ale także „społecznej pozycji rodziny”, zanikają elementy etycznego kodeksu poszczególnych rodzin. Upowszechniający się w niektórych krajach sposób „przechowywania” ludzi w boksach kamiennych pustyń osiedli mieszkaniowych niszczy w świadomości tych ludzi rozumienie i przeżywanie współżycia i współdziałania zarówno ze środowiskiem przyrodniczym, jak i ludzkim. Zwróćmy uwagę, że przeciw takiemu rozwiązaniu problemu mieszkaniowego przemawiają nie tylko racje rodzinne, ale także społeczno- moralne, zdrowotne i ekonomiczne. Współczesne osiedla mieszkalne są koszmarnym świadectwem braku wyobraźni współczesnych architektów i urbanistów, którzy nie potrafili zdobyć się na nic lepszego, jak tylko powiększenie do monstrualnych niekiedy rozmiarów XIX-wiecznych kamienic czynszowych, czy przyfabrycznych bloków. Jest to równocześnie wyraz całkowitej ślepoty projektantów na potrzeby rodziny. Lista czynników przeciwdziałających rozwijaniu się zdrowego życia rodzinnego we współczesnej cywilizacji jest bardzo długa. Trudno wymienić wszystkie, ani tym bardziej dokładnie przeanalizować sposoby ich funkcjonowania. Ograniczamy się do zasygnalizowania tych, które uznaliśmy za najważniejsze, zakładając, że są one dość dobrze znane i posiadają dość rozległą literaturę.
Na uwagę zasługuje natomiast fakt, iż pomimo tych wszystkich trudności można dostrzec pewne oznaki tego, że wartości rodzinne są nadal w cenie, a nawet ich znaczenie zaczyna wzrastać. Świadczy o tym także nieustające zainteresowanie rodziną takich dyscyplin naukowych, jak socjologia, psychologia, pedagogika, polityka społeczna, statystyka itp. Dowodzi tego również fakt, że sprawy ustawodawstwa rodzinnego są nie tylko przedmiotem dyskusji fachowców i prac legislacyjnych, ale także zainteresowania i protestów ze strony różnych sił społecznych. W różnych wreszcie ankietach socjologicznych pojawia się raz po raz kategoria „szczęścia rodzinnego jako wysoko ceniony przedmiot dążeń i oczekiwań ludzi młodych. Wynika z tego, że to, co obiektywne mogłoby odpowiadać tej kategorii, a co może się znacznie różnić od treści związanych z nią oczekiwań, wymaga szczególnej uwagi.
2. PODSTAWOWE WARTOŚCI RODZINY
Rodzina w przeciwieństwie do każdej innej społeczności nie jest swobodnym wyborem dobra, które ma być osiągane wspólnie z innymi poprzez uczestnictwo we wspólnych działaniach. Jest ona darem Bożym danym człowiekowi przychodzącemu na świat, ażeby mógł zachować życie, ukształtować swoje człowieczeństwo i osiągnąć dojrzałość do współtworzenia kultury i uczestnictwa w darach religii. Jest ona miejscem, w którym zakorzenia się miłość; ma stanowić osłonę dla rodzącego się życia i być posiłkiem dla jego duchowego dojrzewania. Dlatego rodzi się ona w miłości i nią się karmi. Jest ona szczególnym rodzajem wspólnoty danej człowiekowi przez Boga, ażeby mógł coraz pełniej stawać się człowiekiem.
Św. Augustyn wymienia trzy podstawowe dobra wspólnoty rodzinnej: „fides”, „proles” i „sacramentum”. Są to oczywiście słowa-hasła, kondensaty myślowe, które wymagają obszernej interpretacji o charakterze aplikacyjnym, to znaczy, że winny być wyjaśniane i opisywane w określonym kontekście kulturowo-społecznym, w jakim rodziny te swe dobra realizują. Nie chcemy, więc Augustynowi narzucać współczesnej interpretacji, ale też czujemy się zobowiązani do odczytania go właśnie w kontekście współczesności. Pomimo bowiem kryzysu, jaki przechodzi współczesna rodzina twierdzimy, że jest ona i pozostaje dostatecznie elastyczna, aby po uwolnieniu jej od aktualnego ucisku cywilizacyjnego wypełniać skutecznie swoje zadania i realizować swoje dobra, także w czasach współczesnych.
a) Pierwsze z tych podstawowych dóbr Augustyn nazywa „fides”; przetłumaczymy to jako „zawierzenie”, bo ten termin wydaje nam się nieco szerszy niż „wiara”, mimo to ciągle będzie wymagał poszerzającej i pogłębiającej interpretacji. Oznacza on przede wszystkim ten zespół duchowych postaw i relacji, jakie muszą zaistnieć między dwojgiem ludzi, ażeby mogła zrodzić się i połączyć ich miłość. Jest to najpierw otwarcie na dobro i otwarcie się przed drugim człowiekiem, w którym odnajdujemy refleks tego dobra (mającego odniesienie do Dobra transcendentnego), w jakim pragniemy uczestniczyć. Nie zawsze osoby te pozostają w jednakowym stosunku do tego dobra, niejednakowo w nim uczestniczą, bo różny jest ich stopień otwarcia na dobro i gotowość oddania, ale obydwie przeżywają ową „intentio unionis”, jaka jest warunkiem inkorporacji w dobru i może stać się początkiem miłości. Miłość w ścisłym tego słowa znaczeniu jest taką wspólną inkorporacją w dobru, dzięki której stanowi ona potwierdzenie całej osoby miłowanej, nawet pomimo jej braków i błędów.
Taka miłość jest dla człowieka darem pochodzącym od Boga, dzięki któremu człowiek może zawierzyć dobru w drugim człowieku i w nim również zawierzyć Bogu – Dobru Najwyższemu. Zawierzyć to nie znaczy tylko uwierzyć, ale także zaufać, uzyskać pewność, przeżywać poczucie bezpieczeństwa, obdarzać życzliwością i oddaniem. Warunkiem zawierzenia jest wzajemne wyznanie miłości i woli oddania w takim stopniu i w takim zakresie, że niemożliwe jest dla nas dobro i szczęście bez dobra i szczęścia osoby miłowanej. Zawierzyć to znaczy wzajemnie się rozumieć i nie stawiać granic intensywności miłości oraz jej dopełnienia przez inkorporację wartości religijnych, bo tylko miłość drugiego człowieka w Bogu jest miłością w pełni dojrzałą w rozwoju swej intencji miłowania. Miłość w Bogu nie czyni jej abstrakcyjną, czy choćby wysublimowaną, lecz pełniejszą i bardziej dojrzałą.
Człowiek potrzebuje i oczekuje od Boga tego daru, ażeby mógł czuć się bezpiecznie, osiągnąć pokój ducha i pogodę serca. Ta możliwość zawierzenia drugiemu człowiekowi, a w nim także Bogu, ukazuje mu ten świat w zupełnie nowych wymiarach. Dzięki temu darowi miłości powstaje nowe naturalne i nadprzyrodzone środowisko dla mającego powstać życia; tylko życie powstałe w środowisku miłości znajduje dogodne, normalne i korzystne warunki rozwoju. Niszczenie tego daru jest pierwszą i podstawową formą degradacji środowiska ludzkiego, nieobliczalną w skutkach krzywdą dla rodzącego się człowieka.
Miłość małżonków jest przede wszystkim darem dla nich samych, wzbogaca ich i dopełnia. Jest ona jednak w równym stopniu darem dla dzieci; jest ludzką formą ukształtowania się nowego ludzkiego życia, które rodzi się najpierw w miłości małżonków, w ich pragnieniach, zamiarach i decyzjach, a później pocznie się fizycznie i będzie się rozwijać materialnie, duchowo i kulturowo w środowisku miłości.
Żaden człowiek nie może żyć normalnie bez możliwości zawierzenia drugiemu człowiekowi i bez ufności w Bogu; każdy potrzebuje jakiegoś zakresu poczucia bezpieczeństwa i dostrzegania, a przynajmniej wyczuwania sensu życia, ale najbardziej potrzebuje tego dziecko i człowiek młody. Bez tego nie może stać się normalnym człowiekiem, zdrowym fizycznie, psychicznie i duchowo. Bez tej atmosfery zaufania wobec rodziców w domu rodzinnym samo przekroczenie bariery nieufności w stosunku do ludzi i otaczającego nas świata może stać się bardzo trudne, a czasem nawet niemożliwe. Potrzebne jest zawierzenie w kręgu miłości rodzinnej po to by świat nie wydał nam się pełen bezsensu, by dzieci nie wychowywały się na samotne „zwierzątka” i nie łączyły się w niszczące wszystko, agresywne, połączone duchem buntu bandy równolatków.
Nie należy także zamykać oczu nadprzyrodzone aspekty tej wzajemnej miłości, na boski charakter tego daru. „Tę miłość- mówi Vaticanum II – Pan nasz zechciał szczególnym darem swej łaski i miłości uzdrowić, udoskonalić i wywyższyć. Taka miłość wiążąc ze sobą czynniki boskie i ludzkie [...] sama udoskonala się i wzrasta przez swoje szlachetne działanie”. Wartość tej miłości polega również na tym, że połączona z wiarą otwiera drogę chrześcijańskiej nadziei, pozwalając nie tylko odnajdywać na co dzień sens ludzkiego życia i powołanie człowieka, ale także uzdalnia wszystkich członków rodziny (rodziców i powołaniem, stając się sprawdzeniem i umocnieniem samej miłości rodzinnej.
Rzutuje to na rolę i znaczenie rodziny w społeczeństwie. Przygotowuje ona przecież i usposabia ludzi do podejmowania trudnych niekiedy i skomplikowanych zadań i obowiązków społecznych, które wymagają odwagi, cierpliwości i poświęcenia, a nade wszystko miłości bliźniego i zrozumienia potrzeb innych ludzi. Miłość rodzinna (małżeńska i rodzicielska) jest darem nie tylko dla samych małżonków i wspólnoty rodzinnej, ale także dla całego społeczeństwa. Umożliwia bowiem jego normalny rozwój i właściwe funkcjonowanie. Dlatego cytowany już św. Augustyn nazywa rodzinę „principium urbis et quasi seminarium rei pulicae”.
b) Miłość rodzinna jest darem dla społeczeństwa nie tylko dlatego, że jest niejako zalążkiem tej społecznej miłości, dzięki której istnieje samo społeczeństwo. Miłość jest jedna, choć różne są jej postaci, różne jej podmioty i zakres. Ta sama bowiem miłość, którą miłujemy Boga ponad wszystko, którą jesteśmy zjednoczeni z Chrystusem, którą zawierzają się sobie wzajemnie członkowie rodziny, ta sama miłość ożywia społeczności i wspólnoty ludzkie i uzdalnia ludzi do uczestnictwa w realizacji dobra wspólnego.
Miłość rodzinna jest jednak darem dla społeczeństwa także dlatego, że dzięki niej wzrasta jego „materialna substancja”, bo to ona właśnie umożliwia i warunkuje jego wzrost, dając mu nowych członków. Tylko bowiem w środowisku tej miłości, w wyniku aktu małżeńskiego będącego jej wyrazem i realizacją, może powstawać, rozwijać, rozwijać się, wrastać i doskonalić nowy, zdrowy człowiek, stworzony na Boży obraz i podobieństwo.
Dlatego Kościół, choć zaleca i domaga się, by powstanie nowego człowieka było otoczone najtroskliwszą opieką medyczną i społeczną, to jednak ma bardzo poważne zastrzeżenia do jakiejkolwiek ingerencji nauki w sprawy prokreacji, w szczególności zaś do doświadczeń tzw. inżynierii genetycznej oraz sztucznych zapłodnień „in vitro”. Instrukcja Kongregacji nauki wiary na ten temat powołuje się na jakże znamienną wypowiedź Piusa XII z roku 1951: „Akt małżeński, w swej naturalnej strukturze , jest osobowym działaniem i równocześnie bezpośrednią współpracą małżonków, która z powodu samej natury sprawców i właściwości aktu, jest wyrazem wzajemnego daru, który zgodnie ze słowami Pisna św. Sprawia, że <>”.
Rodzące się życie ludzkie jest darem miłości nie tylko dla rodziców, którzy są jego sprawcami, ale także dla całego społeczeństwa, które dzięki niemu istnieje i rozwija swoją kulturę, wzbogaca się materialnie i duchowo. Przyjmując ten dar, społeczeństwo nie może widzieć go tylko w kategoriach swego wzrostu ilościowego, nie może też traktować człowieka jedynie jako zasobów i jego materialnej potęgi. To człowiek jest twórcą społeczeństwa, a nie odwrotnie, i ten właśnie twórca staje się człowiekiem w rodzinie i przez rodzinę, rodzi się przez miłość i dla niej.
Autonomizacja wartości seksualnych, podobnie jak autonomizacja, czy nawet technizacja procesu rodzenia nowego życia ludzkiego, stanowi zagrożenie zarówno dla rodziny, jak i społeczeństwa, bo godzi w godność osoby ludzkiej oraz jej podstawowe wartości. Może też spowodować unicestwienie naturalnych więzi społecznych, a nawet samej zdolności do ich rozumienia i przeżywania. Dlatego w cytowanym już dokumencie czytamy: „Medycyna, która chciałaby być podporządkowana integralnemu dobru osoby, powinna uszanować wartości właściwie płciowości ludzkiej. Lekarz pozostaje w służbie osób i przekazywania życia ludzkiego. Nie ma uprawnienia dysponowania nimi, ani decydowania o nich. Interwencja lekarska szanuje godność osób, gdy ułatwia ten akt lub pozwala uzyskać jego cel, jeśli został dokonany w sposób normalny”.
Wprawdzie interwencję techniczną w sprawy rodzenia nowego życia ludzkiego uzasadnia się dziś dość często dobrem rodziny, ale to bynajmniej nie oddala niebezpieczeństwa szerokiego przejęcia tych spraw przez biotechników; w ich rękach „proles” przestanie być podstawową wartością rodziny oraz darem dla rodziców i społeczeństwa. Wizja huxleyowskiego Nowego wspaniałego świata zaczyna się stawać realnym zagrożeniem. Oznaczałoby to zagubienie podstawowych wartości rodziny, a w dalszej konsekwencji zanik tej wspólnoty i technizację całego społeczeństwa oraz zagubienie podstawowych wartości humanistycznych.
„Proles” jednak, jako wartość i funkcja rodziny, to nie tylko urodzenie nowego życia ludzkiego, ale także jego ukształtowanie, jego rozwój w optymalnych ku temu warunkach. Rodzina jest i winna pozostać podstawową wspólnotą wychowawczą i ta właśnie jej funkcja nie tylko jest zagrożona, ale została już w znacznej mierze zniweczona. Dzieje się tak z wielu przyczyn, które można podzielić na wewnętrzne, to znaczy wynikające ze stanu samej rodziny, oraz zewnętrzne, czyli będące skutkiem przemian, jakie dokonują się poza nią. Wśród tych ostatnich należy zwrócić uwagę na przemiany cywilizacyjne, które sprawiają, że rodzina nie jest w stanie własnymi siłami przygotować potomstwa do życia i pracy we współczesnej cywilizacji, znajdującej się w stanie szybkich i głębokich przemian. Potrzebuje zatem pomocy ze strony różnych instytucji, które powołuje się właśnie w tym celu.
Otóż twierdzimy, że ta pomoc rodzinie jest nie tyle niewystarczająca, co po prostu niewłaściwie pomyślana i jeszcze gorzej realizowana. Błąd, najogólniej rzecz ujmując, polega na tym, że instytucje te zamiast wspierać rodzinę w wykonywaniu jej naturalnych funkcji wychowawczych usiłują ją zastąpić, a nawet całkowicie odsunąć od wychowania, co jest krzywdą tak dla rodziny, jak i dla całego społeczeństwa. Wychowują one ludzi wykształconych, przystosowanych, fachowców, ale nie wychowują ludzi. Nie wychowują do przeżywania godności osobistej, szacunku i miłości oraz zaufania do drugiego człowieka, otwarcia na potrzeby, przeżycia i uczucia drugiego człowieka, nie wpajają ducha odpowiedzialności, świadomości moralnej, wrażliwości na cierpienie drugiego człowieka i rozumienia sensu własnego cierpienia, wreszcie otwarcia na wysokości najwyższe i dostrzegania sensu życia.
Można chyba sformułować zasadę (oczywiście przy założeniu ceteris paribus), która mówi, że im „więcej rodziny w wychowaniu, tym więcej postaw humanistycznych, otwarcia na potrzeby innych i przekraczania bariery obojętności i nieufności. I drugą zasadę: tyle pomocy w wychowaniu (zwłaszcza ze strony państwa), ile jej rodziny rzeczywiście potrzebują. Przekraczanie granic tej ostatniej zasady jest wielkim marnotrawstwem wartości humanistycznych rodziny.
c) Jedną z głównych przyczyn współczesnego kryzysu rodziny jest jej degradacja duchowa, zgubienie wartości humanistycznych i religijnych. Ten właśnie zespół wartości określa Augustyn mianem „sacramentum”. Sakrament to znak obecności i bezpośredniego działania Boga, jego bliskiego udzielania się człowiekowi. Bóg jako uch czysty nie jest i nie może być inaczej obecny, jak tylko poprzez działanie; tak więc Jego tajemnicze działanie w rodzinie i przez nią, jest szczególną formą Jego obecności, czyli sakramentem.
W szerokim tego słowa rozumieniu można mówić o sakramencie w sensie dwojakim. Po pierwsze, o sakramencie naturalnym, gdy człowiek doświadcza tajemniczego działania, ciągle jeszcze nie w pełni dla niego zrozumiałych przyczyn naturalnych i dostrzega w tym szczególną obecność Boga, i po drugie, o sakramencie religijnym, nadprzyrodzonym, kiedy pewne wykonywane przez niego lub nad mim ustanowione przez Chrystusa działania, są dla niego nieomylnym znakiem obecności i skutecznego działania niewidzialnego Boga przynoszącego mu zbawienie.
Otóż małżeństwo i rodzina jest sakramentem w jednym i drugim znaczeniu. Jest ona sakramentem naturalnym, bo jest miejscem i okazją spotkania człowieka z Tajemnicą, czyni go uczestnikiem i współtwórcą powstawania i rozwoju nowego życia. Każde spotkanie z tajemnicą, sięgającą samych podstaw ludzkiej egzystencji, jest przez człowieka przeżywane jako głęboka fascynacja. W tym wypadku jest to fascynacja drugą osobą i zespołem wartości w niej odkrywanych, fascynacja współdziałaniem, którego owocem jest ukształtowanie nowego życia. Tak rozumiana fascynacja jest wynikiem pewnego odkrycia, swego rodzaju objawienia naturalnego, które rzutuje na kształtowanie się nowego obrazu własnego życia, dostrzeganie podstaw jego sensu, elementów sensu istnienia.
Odarcie małżeństwa i rodziny z tych wszystkich elementów naturalnego sakramentu podcina same podstawy jej egzystencji, prowadzi do autonomizacji seksu, czyni ją wspólnotą ekonomiczną, powoduje wyrzeczenie się funkcji wychowawczych, staje się istotnym czynnikiem jej łatwego rozkładu; to wszystko sprawia, że ludzie ci mogą w bardzo krótkim czasie stać się sobie obcy. W tej perspektywie należy oceniać obraz rodziny i seksu, jaki ukazują środki masowego przekazu.
Rodzina jest także naturalnym sakramentem o wymiarze społecznym, gdyż jest znakiem zdrowia społecznego, sprawdzaniem, swego rodzaju próbką zdrowej społeczności politycznej. Tylko tam można mówić o zdrowym rozwoju narodu i jego kultury, gdzie zdrowa jest rodzina i kwitnie szczęście rodzinne. Stąd pierwszym zadaniem państwa w służbie narodu i jego kultury jest służba rodzinie i jej kulturze moralnej. I przeciwnie, rodzina zdemoralizowana, „rodzina-rzeźna”, w której niszczy się nie narodzone życie, która wyrzeka się swych zadań rodzicielskich i wychowawczych, staje się antysakramentem, czy może nawet sakramentem szatana, jest świadectwem moralnego i społecznego rozkładu narodu i państwa, zwłaszcza jeżeli praktyki te są dokonywane w majestacie tzw. prawa, które w gruncie rzeczy jest bezprawiem.
Dlatego właśnie każda reforma społeczna, każda próba odrodzenia życia społecznego i moralnej odbudowy społeczeństwa, powinna rozpoczynać się od samych podstaw, to znaczy od rodziny. Można bowiem sformułować taką ogólną tezę, która weryfikuje się we wszystkich niemal wymiarach badań historycznych i etnologicznych, że we wszystkich społecznościach zarówno małych, jak i wielkich, upadek, deformacja czy rozkład życia rodzinnego prowadzi do regresu kulturowego lub katastrofy cywilizacyjnej. Świadczy o tym zarówno regres kulturowy wielu małych społeczności pierwotnych, jak i katastrofa wielkich cywilizacji. Przykładów jest bardzo wiele, ale nie ma powodu ich tu przytaczać.
Rodzina jest jednak przede wszystkim sakramentem w sensie religijnym, nadprzyrodzonym, jest znakiem obecności i uświęcającego, zbawczego działania Boga w życiu człowieka, ściślej, w życiu i działaniach tej małej ludzkiej wspólnoty. Dzieje się tak z woli samego Jezusa Chrystusa, który chciał ją uczynić potężnym środkiem uświęcenia, potwierdzając w ten sposób tezę, że tu właśnie, w tej podstawowej wspólnocie, wszelkie uświęcenie i udoskonalenie człowieka oraz zbawienie wszystkich ludzi winno się zaczynać. Dlatego uświęcił miłość małżeńską i rodzicielską, i z deklaracją tej miłości związał swoje szczególne działanie, niejako obdarzył ją swoją dodatkową mocą uświęcającą.
Na czym polega ta moc, zwana łaską sakramentu małżeństwa? Jest to przede wszystkim potężne umocnienie wiary, olśnienie świadomością wielkości i wagi tego powołania w życiu osobistym małżonków, ale także jego znaczenia we wspólnocie religijnej i narodowej. Dzięki temu oświeceniu małżonkowie rozumieją sens swego powołania oraz poszczególnych zadań, jakie się na nie składają. Nie byliby bowiem w stanie udźwignąć tych długotrwałych trudów i ciężarów, gdyby ich znaczenia nie mieli wciąż przed oczyma.
Sakrament przyczynia się ponadto do pogłębiania i poszerzania tej miłości, która ich wzajemnie związała. Staje się ona szerszym otwarciem na wartości duchowe, przeżywaniem bliskości Boga i udziału w Mistycznym Ciele Chrystusa, a nade wszystko gotowością do ofiar, jakich wymaga życie rodzinne. Dopiero odnalezienie miejsca ofiary w procesie miłości czyni tę miłość w pełni dojrzałą.
Łaska sakramentu wlewa ufność i rodzi odwagę w sercach małżonków, usposabia ich do wielkodusznego podejmowania zadań o tak wielkim stopniu trudności, że wydają się przerastać możliwości człowieka. W sformułowaniu tym nie ma żadnej przesady ani patosu. Rozumie się to dopiero wtedy, gdy widzi się, jakich ofiar wymagają od członków rodziny te okresy ich życia, w których trudności wydają się szczególnie piętrzyć, przybierając nieraz rozmiary prawdziwej klęski.
Łasce sakramentu wreszcie zawdzięczają małżonkowie tę mądrość i pokój ducha oraz wewnętrzną pogodę, jaka jest niezbędna do zdrowego wychowania dzieci. Bez tych wszystkich cech i darów małżonkowie nie byliby w stanie zdobyć się na prawdziwą miłość rodzicielską, poddawaną doświadczeniom każdego niemal dnia. Nie byliby też w stanie przelać w serca dzieci radości życia, szacunku dla innych ludzi i miłości oraz oddania w stosunku do Boga.
Otóż przemiany, jakim ulega współczesna rodzina, jej obraz w świadomości społeczeństw konsumpcyjnych i socjalistycznych, cały ten kompleks okoliczności społecznych, gospodarczych i politycznych oraz cała dzisiejsza kultura sprawiają, że podstawowe wartości rodziny są jakby niedostrzegane, wypierane ze świadomości ludzi, a nieraz wręcz ośmieszane. Zagraża to samym podstawom dzisiejszej cywilizacji, polegającej coraz wyraźniej różnym wynatyrzeniom.
3. CO W TEJ SYTUACJI NALEŻY ZROBIĆ?
Rodzi się pytanie, jak znaleźć najsłabsze ogniwo w tym wzajemnie sprzężonym łańcuchu postaw i instytucji przeciwnych rodzinie, aby ją uratować. Wraca też pytanie dotyczące wszystkich zmian społecznych; czy zmiany te należy rozpoczynać od reformy instytucji, czy od kształtowania postaw? Pismo św. (List do Filemona) i chrześcijańska tradycja wydają się przemawiać za tym ,ażeby przede wszystkim formować sumienia i kształtować chrześcijańskie postawy moralne, lecz zaraz potem lub nawet równolegle potrzebne są działania zmierzające do upowszechnienia określonych postaw i zachowań oraz dokonywania reform instytucjonalnych w dziedzinach nieraz pozornie odległych od spraw rodziny. Pośrednio bowiem warunkują one całość życia rodzinnego.
Reformę rodziny należy jednak rozpoczynać od niej samej; przemiany od niej odległe, choć mogą okazać się pożyteczne, a nawet niezbędne, to jednak tylko sprzyjają lub utrudniają odbudowę rodziny, ale nie mogą jej jeszcze spowodować. Pierwsza więc rzecz, jaką należy zrobić, to ułatwić rodzinie odnalezienie jej tożsamości i określenie jej podstawowego posłannictwa. „Istota i zadania rodziny – czytamy w Familiaris consortio – są to ostatecznie określone przez miłość. Rodzina dlatego otrzymuje misję strzeżenia, objawiania i przekazywania miłości”. Jest to logicznym następstwem tego, że przez całe dwa wieki rodzina była przedmiotem różnych manipulacji, a jej istota i zadania były ukrywane, zafałszowywane, albo wręcz ośmieszane. Na skutek tego droga do realizacji zadania odbudowy tożsamości rodziny może okazać się długa i żmudna.
Dodajmy, że nawet w teologii katolickiej przez całe wieki na plan pierwszy wysuwano prokreacyjny, czysto społeczny cel rodziny, co mogło przyczyniać się do pewnego zniekształcania jej obrazu i niedoceniania istotnego związku między miłością i prokreacją. Należy więc ukazać i objaśnić obraz rodziny jako „komunii osób” we wszystkich jego aspektach i konsekwencjach.
Łączy się z tym bardzo ważne zagadnienie dojrzałości młodzieży przygotowującej się do zawarcia małżeństwa. Zwraca się uwagę na istniejące dziś trudności z dojrzałością młodych ludzi i podkreśla się, że rzutuje to w określony sposób na samą zdolność do zawarcia związku małżeńskiego. Dojrzałość to nie tylko problem wiedzy i rozwoju świadomości, ale przygotowanie do podjęcia odpowiedzialności za siebie i drugich, rozumienie obowiązków społecznych wynikających z podjęcia określonych decyzji życiowych oraz gotowość do ofiary. „Komunia rodzinna – mówi Jan Paweł II – może być zachowana i doskonalona jedynie w wielkim duchu ofiary”.
Dojrzałość implikuje gotowość i zdolność do wypełniania ról społecznych wynikających z obrazu rodziny (męża, żony, ojca, matki), a także identyfikowania się z tym, co stanowi istotę rodzinnej wspólnoty miłości, z zadaniami, jakie z niej wynikają oraz sposobem ich realizacji. Jest to przede wszystkim problem związku między miłością a prokreacją oraz miejsca dziecka w rodzinnej wspólnocie miłości. Miłość musi być w pełni świadoma, nie znosi manipulacji. Dojrzałość do małżeństwa jest więc i musi być dojrzałością do miłości i do rodzicielstwa, do rozumienia i akceptacji związku między jednym a drugim. Bez ostatecznego wyjaśnienia spraw wychowania do małżeństwa i przygotowania do życia rodzinnego, i bez odpowiedniego ukształtowania postaw ludzi młodych, nie będzie można uratować rodzinny, a zatem i cywilizacji. Należy to przyjąć do wiadomości, choć jest to zadanie tak trudne, iż wydaje się prawie niemożliwe do zrealizowania.
Sprawa staje się obecnie tym ważniejsza, że nie tylko praktyka, ale także współczesne ustawodastwo, a nawet sugestie niektórych naukowców nie doceniają i nie rozumieją istoty związku, jaki zachodzi między miłością a prokreacją. Miłość jest i musi pozostać służbą w życiu, a nie panowaniem nad nim i posługiwaniem się nim jako środkiem. Dochodzi wszak dzisiaj do takiej aberracji, że służba życiu staje się narzędziem dopingu w sporcie! Sprawa więc całego kompleksu problemów moralnych związanych z życiem małżeństwa i celami rodzinnej wspólnoty miłości powinna być dziś stawiana w sposób dramatyczny. Dotyczy to również uztawodastwa w tym zakresie, które często pozostaje w sprzeczności z zasadami moralnymi.
Zadania stojące przed rodziną są bardzo trudne, a ich znaczenia dla osób, które ją tworzą oraz dla całego społeczeństwa, nie da się przecenić. Należy zatem zrobić wszystko, ażeby podnieść rangę rodziny i śpieszyć jej z pomocą w wypełnianiu tych zadań. Wspominaliśmy już o tym, że do obniżenia społecznej rangi rodziny przyczyniły się współczesne ideologie (zwłaszcza liberalizm i socjalizm), ale jest to także „zasługa” państwa, które- jakie by ono nie było- robi wszystko, aby zapewnić priorytet sprawom politycznym; na drugim miejscu stawia sprawy gospodarcze, dalej kulturę, a dopiero potem rodzinę. Często jej w ogóle nie dostrzega i dlatego ustawodastwo rodzinne jest takie, jakie jest. Należy wreszcie odwrócić te priorytety, jeżeli chcemy mówić o służebnej roli państwa.
Pomoc rodzinie nie może jednak oznaczać pozbawienia jej samodzielności i odebrania jej uprawnień wychowawczych w stosunku do potomstwa. Pomoc ta winna się rozpoczynać od zapewnienia jej miejsca na ziemi i zakorzenienia w środowisko. Trzeba bardzo wiele zmienić w systemie społeczno-gospodarczym wszystkich niemal krajów, a zwłaszcza krajów tzw. realnego socjalizmu, aby rodzina odzyskała swoją niezależność ekonomiczną i kulturową, aby odbudować więzi rodzinne, a nawet (czemużby nie?) rodowe, by rodzina stała się nośnikiem dobrobytu, kompetencji, stabilizacji społecznej i ekonomicznej oraz niepodważalnych wartości kulturowych. Strach pomyśleć, jakich spustoszeń dokonał w tym zakresie- najpierw, wzrastający w warunkach kompletnego chaosu- młody kapitalizm, a potem stabilizujący się system pomiatania człowiekiem, czyli stalinowski wzorzec socjalizmu.
Wiele szkód w sferze realizacji zadań wychowawczych wyrządziły rodzinie także upaństwowione instytucje pomocy rodzinie (żłobki, przedszkola, szkoły itp.). Wiele złego stało się na skutek trudności „obiektywnych”, bo konieczność wyprowadzenia dzieci z domu ograniczała, z natury rzeczy, wychowawczy wpływ rodziców, a nawet niejako zmniejszała odpowiedzialność; nie należy jednak zapominać o nieprzepartej tendencji do etatyzacji wychowania i poddania go racjom polityki i gospodarki. Dlatego Jan Paweł II broni pierwotnego i niezbywalnego prawa rodziców do wychowania potomstwa, wyboru szkół i współpracy między rodziną i współpracy między rodziną a szkołą w dziele wychowania. Państwo nie może panować nad rodziną i wychowaniem przez etatyzację nauczania, powinno jedynie służyć rodzicom pomocą w dziele wychowania.
Także cały system organizacji życia społecznego i gospodarczego winien uwzględniać priorytet celów i zadań rodziny. Organizacja gospodarcza i system organizacji pracy w przedsiębiorstwach muszą być dostosowane do potrzeb i zadań rodziny. Idzie zwłaszcza o rolę matki i wychowawczyni, której praca domowa jest bardzo ważną funkcją społeczną. Już Pius XI uważał za straszliwe nadużycie sytuację, w której matka z powodu szczupłości zarobków ojca musiała pracować poza domem, a Jan Paweł II, podkreślając prawo rodziny do istnienia i rozwoju domaga się, ażeby „władze publiczne uznawały i wspierały godność, słuszną niezależność, intymność, integralność i stałość rodziny”. Dodaje przy tym, że „należy uznać pracę matki w domu, zgodnie z wartością, jaką przynosi ona rodzinie i społeczeństwu”.
Trzeba przy tym stwierdzić ogólnie, że współczesny system organizacji pracy, zwłaszcza w przemyśle, ale w niektórych wypadkach także w rolnictwie, realizowany w naszym kraju system osiedli mieszkaniowych, pozbawionych często najbardziej elementarnych i niezbędnych dla normalnego życia rodzin instytucji, system zatrudnienia, wynagrodzenia i własności, nawet system opieki zdrowotnej, nie mówiąc już o laickim systemie wartości kultury moralnej i instytucji prawnych, nie sprzyja dobru rodziny, jej trwałości i realizacji jej celów, i powinien być poddany gruntownej rewizji.
Nie są też realizowane społeczne prawa rodziny, np. prawo do zrzeszenia się, prawo do własności rodzinnej oraz polityczne prawa rodziny. Ze względu na szczególne funkcje, jakie rodzina ma do wypełnienia w życiu społecznym, winna się ona w systemie demokratycznym cieszyć specjalnymi uprawnieniami, ponieważ- jak mówi Jan Paweł II- wewnątrz rodziny rozstrzyga się przyszłość ludzkości.
Papież ma na myśli przede wszystkim prawo wszystkich rodzin do swobodnego zrzeszania się dla osiągnięcia wspólnych celów i realizacji wspólnych zadań. Najtroskliwszy nawet ustawodawca nie jest w stanie zapewnić rodzinom zaspokojenia wszystkich ich potrzeb. Nie o to zresztą chodzi, gdyż prowadziłoby to do pozbawienia rodziny podmiotowości społecznej i ograniczało ich wpływ na współżycie społeczne. Idzie to, aby rodziny mogły pomóc sobie same, analizując wspólnie swoje potrzeby i możliwości, i wypracowując sposoby zbiorowego osiągania celów. Nie jest ideałem taka sytuacja, w której osoba lub grupa otrzymuje wszystko od państwa, lecz taki układ warunków, w których zarówno osoby, jak i wspólnoty mogą przejawiać inicjatywę i wypełniając konieczne zadania, osiągnąć zamierzone cele, zaspokajać swoje potrzeby i realizować dążenia.
Należy wreszcie zmierzyć do poszerzania politycznych uprawnień rodziny. Idzie o to, by rodziny, które podejmują tak ważne i trudne zadania społeczne, warunkujące przecież istnienie i rozwój społeczeństwa, mogły mieć większy wpływ na losy społeczeństwa, to znaczy na kształtowanie się jego ustroju i rozwiązywanie podstawowych problemów życia społecznego, gospodarczego i kulturalnego, aniżeli osoby, które takich zadań nie podejmują. Realizacji tego postulatu może przybierać różne formy, aż do przyznania rodzinom dodatkowych głosów w wyborach powszechnych czy samorządowych.